Jezioro Bafa: wioska Kapıkırı i starożytna Heraklia
- Anastasia Cariuk
- 23 maj 2020
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 24 lis 2021

Opisując ciekawe miejsca w Didim w swoim poprzednim poście, celowo nie wspominałam o wiosce Kapıkırı oraz jeziorze Bafa, oddalonych niecałą godzinę jazdy od miasta. Bardzo chciałam zadedykować temu miejscu cały post, gdyż mimo, iż planowaliśmy krótki skok nad jezioro, byliśmy tak bardzo zaskoczeni tym miejscem, że spędziliśmy ponad połowę dnia błąkając się w tych terenach.

Podążając autostradą na Söke/Milas dobry kawałek drogi przebiega południowym brzegiem jeziora, widok którego wraz z otaczającymi go górami Beşparmak urzeka i zachwyca. Przy drodze jest kilka punktów obserwacyjnych, gdzie można się zatrzymać do zrobienia zdjęć czy po prostu podziwiania piękna tego miejsca. Jest też duża ilość knajpek oferujących pyszne śniadania z widokiem na wodę, albo świeże przekąski typu gözleme (coś w rodzaju naleśnika) zwykle z białym serem i pietruszka (otlu peynirli), szpinakiem (ıspanaklı), ziemniakami (patatesli), mięsem mielonym (kıymalı) i innymi. Wzdłuż drogi sprzedają także rożnego rodzaju pyszności: miód (bal), sos granatowy (nar ekşisi), syrop z morwy (karadut şerbeti/şurubu), i w zależności od sezonu rozmaite owoce, my trafiliśmy na truskawki (koniec kwietnia/początek maja) i objadaliśmy się nimi jak dzieci!
Jezioro Bafa było dawno temu częścią morza Egejskiego, dla tego woda tu jest trochę słona. Dzięki temu w przydrożnych restauracjach można również posmakować świeżych ryb takich jak dorada, okoń czy węgorz. Żeby móc jednak podejść do jeziora, trzeba zboczyć z głównej drogi. W miejscowości Bafa wystarczy skręcić w wiejską drogę podążając znakiem “Kapıkırı” na brązowym tle (brązowy kolor znaków drogowych definiuje miejsca, które są ciekawe z punktu historycznego, kulturowego lub rozrywkowego).

Obecnie Kapıkırı jest pięknie położoną małą, niebogatą wioską. W przeszłości zaś, znajdowało się tutaj miasto Heraklia, zwane Heraklia przy Latmos (Latmos to nazwa otaczających gór Beşparmak). Wraz z antycznym miastem Milet, Priene oraz Didiyma, o których pisałam w zeszłym tygodniu, są fascynującymi pozostałościami niegdyś wpływowych Greckich miast.

Przy wjeździe do wioski powitali nas piękne krowy, które powoli toczą swoje organiczne życie na łące, ale także bardzo harmonicznie pływają w wodach jeziora. Od samego początku krajobraz zachwyca nie tylko po stronie rzeki, lecz również przeciwległej, gdzie zieleń i duża ilość oliwkowych drzew przeplata się z ogromnymi kamieniami i skałami. Tak właśnie wygląda podnóże gór Beşparmak.
Po chwili już rozgadaliśmy się z miejscową teyze (czyt. “ciocia”, w znaczeniu pani/kobieta), sprzedającą ręcznie robioną biżuterię z naturalnych materiałów i nici. Ona zaprowadziła nas do swojego pensjonatu w centrum wioseczki, zlokalizowanej obok jedynej tutaj restauracji. Pensjonatów jest tu kilka i w prostych, ale czystych warunkach można zrobić sobie bazę wypadową z tego właśnie punktu, żeby pozwiedzać prowincję.


Pensjonat się nazywał Latmia, a koszt zakwaterowania to €20, w cenę wliczone jest (jak i w wielu innych miejscach w Turcji) pyszne tureckie śniadanie ze świeżych domowych produktów. Na ich stronie internetowej w zakładce “Yemekleri” maja super apetyczne zdjęcia tego, co serwują w tym urokliwym miejscu. Niestety, nie mieliśmy planu pozostania tutaj na noc, ale posmakowaliśmy domowego ayran’u (słonawy turecki jogurt) i kupiliśmy świeżą zieleninę z ogródka właścicieli oraz domowy miód.

Pozostawiając samochód przy pensjonacie, udaliśmy się zobaczyć ile się zachowało po antycznej Heraklii. Spacerując po wiosce, musiałam dotykać wszystkie krówki, osiołki, psy i inne zwierzaki. Za to również uwielbiam Turcję, gdzie pies i kot, a inne stworzenie są jak najbardziej blisko człowieka. Tak właśnie mógłby wyglądać mój raj – wioska pełna zwierząt lubiących się przytulać.
Jeśli chodzi o Heraklię, okazało się, że można tutaj zobaczyć jedne z najlepiej zachowanych miejskich murów, a także dość pokaźne pozostałości świątyni Ateńskiej, stojącej na skale obok z ruinami jednej z 40 wieży broniących miasto.
Właściwie na każdym kroku jest coś ciekawego, czy to jakieś schody wykute w olbrzymim kamieniu, czy stare nagrobki… Zwiedza się tutaj wśród duchu historii, a i w towarzystwie równie przyjaznych, tak jak ludzie, piesków.


Samochodem nie dało rady przejechać dalej niż do meczetu, a po drugiej stronie wioski wciąż jest co robić, chociażby wykąpać się w jeziorze na piaszczystej plaży. My wróciliśmy z powrotem na początek wioski, żeby móc zobaczyć pozostałości bizantyjskiego zamku postawionego na miejscu greckiej zabudowy. Pięknych widoków tu nie brak i jest zupełnie pusto. Konieczne jest przejście przez swoistą furtkę, inaczej się nie da dojść do samego zamku.
Dobrze stąd widać ruiny w wodzie, coś w rodzaju muru oraz inne ciekawe elementy. Wyobraźnia rysuje obrazki dawnego portu, który mógł by tu być dawno temu. Jest też malutka plaża, do której można zejść trochę dziką drogą. Nagrodą będzie pływanie wśród tych kawałeczków historii, niewykluczone, ze z bliska można będzie tu znaleźć coś interesującego. A może zanurkować z kamerką GoPro?
Osobiście radzę przeznaczyć przynajmniej jeden dzień w tej spokojnej i tak historycznie bogatej okolicy. Następnym razem na pewno zostanę tu dłużej, żeby poszukać ukrytych w skałach świątyń z freskami, które zgodnie z tym artykułem można znaleźć wędrując pobliskimi górami. Chciałabym też mieć więcej szczęście i zrobić w końcu porządny portret pelikanowi!

Comments